\\\\\\\\\\\\\\\\\ Notatnik » Urlop…
Zbiór chaotycznych zapisków pewnego osobnika na emigracji

Urlop…

opublikowany przez XaRaF, wrzesień 7th, 2007

… zakończyłem tydzień temu. Jestem zadowolony, że jednak udało mi się spotkać z wiekszością z Was. Tych, których nawet nie zaszczyciłem telefonem - przepraszam i mam nadzieję, że następnym razem się zobaczymy lub chociaż porozmawiamy.

12h podróży z kilkoma przesiadkami było bardzo męczące. Nawet bardziej niż podróż z Bydgoszczy do Rzeszowa, która zajęła mi tyle samo czasu. Dokładnie, jednakowy czas a jaka różnica w odległości. Nawet nie staram sobie wyobrazić podobnej podróży autokarem. Co zabawniejsze, jeszcze kilka lat temu nie widziałem siebie na pokładzie samolotu. A teraz? Za kolejne kilka miesięcy znów będę w powietrzu. Hmm… Coraz bardziej podoba mi się ten środek transportu. :)

A sam powrót do mojej, nie takiej już nowej, rzeczywistości? Minął bez większych problemów. Zdecydowanie przydało się półtora dnia wolnego przed powrotem do pracy. Nie sądzę bym dał radę szaleć na mopie po takiej podróży. Po rozpakowaniu bagażu dostarczyłem tylko sobie odrobinkę adrenaliny. Klasycznie na kolację miałem zamiar zrobić sobie tosty. Nie wiem co mnie podkusiło, żeby lekko podkręcić temperaturę opiekacza. Gdy kawałki chleba wyskoczyły do góry pokój zaczął wypełniać się dymem. Spora część pieczywa uległa zwęgleniu i wszystko byłoby cacy gdyby nie czujnik przeciwpożarowy kawałek dalej pod sufitem. Na szczęście “kuchnię” mam przy oknie i trochę zajęło mi bawienie się ręcznikiem w wietrzenie pokoju. Czujnik cały czas milczał. Uff… na przyszłość trzeba będzie bardziej uważać.

Żadna grypa też się do mnie nie przypałętała, mimo licznych zasłyszanych opinii, że po pierwszym urlopie zawsze coś się znajdzie co przykuje do łóżka. Zmiana klimatu? Osłabienie organizmu z powodu kolejnego rozstania z bliskimi? W moim przypadku żaden z tych, i pewnie kilku innych, czynników nie zadziałał. Taa… zimny drań ze mnie, nwet łezki nie uronił. Ale nie o to chodzi. Tutaj mam pracę, jeszcze nie dom ale przynajmniej własny, nienajgorszy kąt, z którego jestem zadowolony. Poza tym w dzisiejszych czasach podróż z jednego miejsca w inne nie zajmuje już miesięcy a godziny. No i jest jeszcze coś takiego jak Internet czy telefon. Co prawda nie zastąpi to spotkań z Wami ale jednak jest już łatwiej utrzymać kontakt niż kilkadziesiąt lat temu.

Kolejne zakupy też musiały poczekać kilka dni na zakończenie przeglądu technicznego komputerów w bibliotece. Mikrofala już dzisiaj znalazła się u mnie, oczywiście Argos ponownie zostawił paczki na hotelu. Na szczęście lista zaplanowanych zakupów jest już praktycznie na wykończeniu i było to chyba ostatnie moje zamówienie dokonane w tym sklepie.
Powoli i na spokojnie mogę rozglądać się za laptopem. Aparat cyfrowy wiem już jaki kupię, kwestia tylko umiejscowienia go w budżecie. Tak… szybko i sprawnie to idzie, ale jak większości z Was mówiłem, nie byłoby to możliwe gdyby nie tak niskie koszty zakwaterowania.

Sama Szkocja jeszcze mi nie spowszedniała. A wprost przeciwnie, rodzi się większe zainteresowanie językiem Gaelic czy odrobiną historii i kultury. W kraju, gdzie wojny siały zdecydowanie mniejsze zniszczenie niż w Polsce, nie było okupacji - dorobek dziejów jest znacznie większy. Tylko gdyby nie ten angielski. Jeszcze nie znalazłem co prawda informacji na temat kursów przygotowujących do egzaminu o certyfikat językowy ale wszystko przede mną. Jutro wybieram się do Glasgow, może mimo zwiedzania uda mi się coś dowiedzieć w tej materii.

\

 

Nie jesteś obecnie zalogowany. Własne konto nie jest potrzebne by zamieścić komentarz. Wystarczy wypełnić tabelę poniżej. Zaloguj »





\